Na reszcie opuściła swoje więzienie, a mianowicie apartament w ekskluzywnej kamienicy, w którym spędziła dwa tygodnie bez wychodzenia na zewnątrz.
Sądziła, że tego nie wytrzyma i że nie dotrwa do końca po, mimo, że każdego niemal dnia myślała o tym, aby to przerwać. Wypowiedzieć cudowne zaklęcie i natychmiast zakończyć grę, która wielokrotnie przekraczała jej granice. A jednak wytrzymała. Raz tylko się zdarzyło, że po bezlitosnej chłoście i nocy spędzonej w dybach, poprosiła Pana o czas. O dziwo, wcale się na nią nie pogniewał. Być może sam zdawał sobie sprawę, że przesadził z tą trzciną. Dlatego że nie mogła ustać na nogach, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Resztę dnia spędziła w jego chłodnej, satynowej pościeli. Była naprawdę zawstydzona, kiedy przyniósł jej śniadanie do łóżka. To przecież ona była tu od tego, aby mu służyć. Zawstydził ja jeszcze bardziej, kiedy przyszedł z jakąś cudowną kojącą pianką, żeby opatrzyć jej pupę. Był bardzo delikatny i czuły. Jeszcze tego samego dnia poprosiła o pozwolenie na powrót do służby.
Krwawe pręgi na pośladkach szybko się zagoiły - jak na psie. Nic dziwnego, była przecież suką. Po raz kolejny, ze zdziwieniem, stwierdziła, że taka myśl jednak sprawia jej jakąś dziwną i nieopisaną przyjemność. Pamiętała jak Pan zapiął na jej szyi dość szeroką obrożę już w pierwszym dniu służby. Zaprosił wtedy gości i rozkazał, w tym stroju, podać im kawę - w samej obroży. Nigdy nie zapomniała, jak się wtedy wstydziła. Było to czterech mężczyzn i jedna kobieta, dosłownie pożerali ją wzrokiem, a jednak się przemogła i zrobiła to. Bardzo, ale to bardzo nie chciała zdezerterować swego Pana już na samym początku. I chociaż żaden z gości, nawet jej nie dotknął, kiedy wróciła już do kuchni, rozpłakała się w głos.
Zwolniła kroku zatracając się na chwilę we wspomnieniu. Przecież nie śpieszyła się nigdzie. Bez zainteresowania spoglądała na wystawy, pozamykanych jeszcze sklepów.
Przed witryną biura podróży, zatrzymała się na chwilę.
Za szybą, afisze pełne palm i tropikalnego słońca kusiły wizją beztroskiego wypoczynku.
Przecież resztę urlopu, zaplanowała spędzić nad morzem. Jaka ja byłam nie mądra? Bikini, plaża czy basen nie wchodziły w grę. Powinnam była się spodziewać, że po służbie u tak surowego Pana, będę nosić liczne pręgi – myślała w duchu. Prawdę mówiąc, wyglądała teraz, całkiem jak ta bura kotka, przemykająca się ukradkiem do śmietnika.
Wtem wzrok jej, spotkał się z czujnym okiem kamery ochrony sklepu. Niespodziewanie podniecenie oblało ją falą gorąca, od twarzy, aż po odkryte uda. Przecież, co dzień, w samo południe, podczas kiedy Pan był w pracy, zasiadała przed obiektywem podobnej kamery. Serdecznie nienawidziła tej chwili. Co dzień, potwornie upokorzona, przeżywała serię orgazmów, nadziana na sterczące ze stołka, dwa wibratory. Kamera i wibratory włączały się punktualnie o dwunastej. Nigdy jednak nie wiedziała, jak długo przyjdzie jej to znosić. Trwało to bardzo różnie i zależało wyłącznie od Jego kaprysu. Nie była przecież przywiązana. Tym trudniej było wytrzymać. Zawsze jednak, kiedy już chciała uciec, kiedy kolejny spazm wyciskał łzy z jej oczu, a palce zaciśnięte na udach wpijały się boleśnie, pozostawiając sine ślady, mechanizm wyłączał się. Być może jednak Pan obserwował ją cały czas i kontrolował jej posłuszeństwo. Nigdy nie odważyła się o to zapytać. Uspokoiła się nieco. To jednak nie była taka sama kamera. Prawdę mówiąc, nie była nawet podobna. Poza tym, przecież była już wolna. Nikt nie mógł jej już do niczego zmusić. Oddaliła się od wystawy. Nie chciała, aby ją obserwowano, tym bardziej, że sterczące niesfornie sutki, wyraźnie zarysowały się przez cienki materiał sukienki. Nie lubiła ich za to. Zawsze zdradzały ją. Nawet wtedy, kiedy wcale nie chciała, kiedy nie powinna być podniecona. Niedaleko zobaczyła małą ławeczkę i postanowiła odpocząć na niej. Usiadła. Nie było to zbyt przyjemne. Posiniaczona pupa bolała. Nie wstawała jednak. Chciała nieco odpocząć. W końcu, poza seansami na mechanicznym krześle, nie siedziała już od dawna na niczym innym ani normalnym. Nie wolno było jej siadać na krzesłach. Pan uważał, że suka na służbie może tylko leżeć, albo klęczeć.
Może też stać. W obecności Pana, kiedy do niej mówił - tylko na palcach.
Jakoś bez problemu zaakceptowała ten rygor. Było w tym coś naturalnego. Do tego stopnia, że kiedy dziś żegnał ją przy drzwiach, też odruchowo wspięła się na palce. Bardzo zresztą słusznie, bo potem pocałował ją czule w usta. Była dużo niższa od niego. Zapamiętała jego smutne oczy i z przyjemnością pomyślała, że ciężko mu było się z nią rozstawać. Albowiem starała się, aby nie dawać mu zbyt często powodów do niezadowolenia. Nie przyznałaby się do tego głośno, ale była z siebie dumna. Czternaście dni w szponach sadysty to niemało. Nawet jak na tak zdeterminowaną i wytrzymałą suczkę, za jaką się uważała. Najgorsze były noce. Pierwsze cztery doby nie zmrużyła nawet oka. Jej łóżko, zamiast materaca, miało tylko stalową kratę. Noc spędzona na tym potwornym ruszcie, pozostawiała na jej skórze gęstą sieć pręg i sińców. Nawet bardzo zmęczona, po wyczerpującym treningu, nie potrafiła na tym zasnąć. Spróbowała przespać się na podłodze, ale to nie był najlepszy pomysł. Podłoga w jej pokoiku, zwanym zresztą bardzo słusznie, bo celą, wyłożona była ryflowaną blachą.
Zziębła okropnie a na dodatek, udo, ramię i cały bok, na którym zasnęła, pokryty był odciśniętym wzorem blachy. Kiedy Pan to zobaczył, rozgniewał się bardzo. Jej pierwsze poważne nieposłuszeństwo, rozsierdziło go nie na żarty. Związał jej piersi i podwiesił linę do haka, na którym kiedyś wisiał żyrandol w salonie. Musiała stać na palcach, kiedy Pan poważnym głosem tłumaczył powagę jej przewinienia. Mówił długo o jej przeznaczeniu, obowiązkach, które na siebie przyjęła i zaufaniu. Potem rozkazał jej podkurczyć nogi.
Początkowo myślała, że go źle zrozumiała. Jak to? Przecież, kiedy to zrobi, zawiśnie wyłącznie na piersiach! Myślała tak jednak tylko dwie sekundy. Wyraz jego oczu nie pozostawiał wątpliwości. Oczywiście, miała się sama ukarać. Była pewna, że to niemożliwe, że nie jest w stanie tego zrobić. Co innego przeżyć torturę kiedy jest się związanym, a najlepiej jeszcze zakneblowanym. Wtedy wiele można znieść, ale tak? Nie, nigdy!
Spojrzała znów na Niego. Nic nie powiedział. Stał przed nią i patrzył. Czekał!
Niemal natychmiast uniosła jedną nogę i chwyciła się za kostkę. Z drugą nie poszło już tak łatwo. Za żadne skarby nie chciała się oderwać od ziemi. Zacisnęła zęby. Buntownicze myśli nagle znikły. Uspokoiła się. Zrozumiała, że musi to zrobić. Powoli przenosiła ciężar ciała z nogi na linę oplatającą piersi. Teraz zrobiły się już czerwone. “Jestem posłuszną niewolnicą”- pomyślała. Nie potrafiła potem sobie wytłumaczyć, dlaczego wtedy nawet nie jęknęła. Być może po prostu zabrakło jej powietrza w płucach żeby krzyczeć. Potworny ból wymiótł jej z głowy wszystkie myśli. Przez moment nic nie widziała i nic nie słyszała. Przez moment...
Potem Pan opuścił ją na podłogę. Nie płakała, ale łzy same płynęły po policzkach.
Nigdy więcej jej w ten sposób nie karał. Nigdy więcej nie spała na podłodze. Delikatny szelest zielonych liści, szybko koił, wywołane wspomnieniami emocje. Z przyjemnością chłonęła tę rozkoszną, leniwą atmosferę poranka. Po dwóch tygodniach ciągłej gotowości, czujnego nadsłuchiwania Jego dzwonka, czuła się dość nieswojo. Nie, żeby jej tego brakowało, ale... Czy tak powinna się właśnie czuć uwolniona niewolnica?
W tym momencie, jakiś czarny samochód, zatrzymał się, kilka metrów przed nią. Zerwała się na równe nogi, a serce skoczyło jej do gardła. Jak to? To niemożliwe! Dlaczego po mnie przyjechał?- Przerażone myśli cisnęły się do jej głowy. Całe jej ciało, odruchowo wyprężyło się. Ramiona w tył, pierś do przodu - tak jak ją uczył. Ale nie, to nie On!
To zupełnie ktoś inny. To tylko jakiś Niemiec chciał zapytać o drogę... Napięcie przeminęło równie gwałtownie jak nadeszło, pozostawiając po sobie dziwną pustkę.
Dopiero teraz spostrzegła, że wciąż stoi na palcach. Z niedowierzaniem pokręciła głową.
Zachowuję się jak pies - Pomyślała sobie z wyrzutem.- Przecież to już koniec. Już nic nie muszę! - Myśli te, po, mimo, że zrodzone w jej głowie, nie docierały tak na prawdę wcale do jej świadomości. Czasem głos rozsądku jest jak brzęczenie muchy. Uroczy skwerek, już nie wydawał się jej tak zaciszny. Ruszyła w stronę centrum.
Jak mogła pomylić Jego samochód z innym? Kiedy czternaście dni temu, przyjechał po nią, zareagowała całkiem podobnie. Wtedy jednak mogła tłumaczyć to sobie strachem, podnieceniem nowością sytuacji, a teraz? Przechodząc obok jakiegoś remontowanego domu, poczuła jak ścigają ją zaciekawione, pożądliwe spojrzenia robotników.
-O, lala! - Usłyszała cmokanie.
Rzeczywiście, krótka, wydekoltowana sukienka, aż się prosiła o zaczepkę Nie odważyliby się pogwizdywać, gdyby Pan tu był. Poczuła się trochę jak zwierzyna łowna. Dlaczego jest taka zawstydzona? Przecież jest ubrana i nie zrobiła nic, co by mogło... Inaczej było, kiedy wychodziła z Panem do parku. Spacerowali niemal jak zakochani, rozmawiając cicho.
Przechodnie sympatycznie uśmiechali się do nich. Poczuła jak gwałtownie rumienią się jej policzki na wspomnienie jednego z tych spacerów. Zostawił ją wtedy samą na parkowej ławeczce, i z pewnego oddalenia obserwował jak próbowała ukryć nadchodzący orgazm. W jej majtkach, drżał mały żelowy motylek. Nieco wyżej trzepotało jej serce. Z niedalekiej piaskownicy, spoglądały na nią zaniepokojone młode matki. Ciekawe, co sobie myślały?
Nie potrafiła zapanować nad swoim ciałem. On, uśmiechał się tryumfalnie - potwór.
Zabrało jej to trochę czasu, zanim zrozumiała, że On robił to dla niej. Nie z chęci zawstydzenia i upokorzenia jej, nie dla napawania się swą władzą. Jak mogła lepiej wyrazić mu swoje oddanie, niż wtedy, gdy posłusznie i chętnie wypełniała jego trudne zadania? Słowami? On nie lubił słów. Z czasem, zrozumiała, dlaczego. Słowa mogą kłamać - czyny nigdy. Zawsze cierpliwy i skupiony na jej trudnej walce ze swą własną niedoskonałością, pozwalał jej udowodnić sobie, że zasługuje na cały ten czas, jaki jej poświęcał.
Bawił się jej uczuciami, to prawda, ale dzięki Niemu przeżyła coś pięknego,
co na zawsze sprawiło, że stała się kimś innym. Z zamyślenia wyrwał ją słodki zapach świeżego drożdżowego ciasta. Stała przed dobrze znajomym sobie sklepem piekarni.
To przecież tutaj, wstępowali często po rogaliki, które tak apetycznie zajadał ze świeżym masłem. Bez wahania weszła do środka. Znajoma sprzedawczyni, która zawsze, promieniejąc tysiącem uśmiechów, zagadywała ich sympatycznie, dziś coś nie miała humoru. Kiedy poprosiła o jeden rogalik, spojrzała na nią wilkiem. Zupełnie, jak gdyby wiedziała, że już nie jest pod opieką, tego przystojnego mężczyzny, z którym wielokrotnie ją widywała. Czy, cały świat wie o tym, że ona jest już sama? Że już jest po wszystkim? Czyżby miała to wypisane na czole? Oszołomiona zapachem chleba i natłokiem dziwnych myśli, wybiegła niemal na ulicę. Chciała jak najprędzej oddalić się z tego miejsca. Po mimo wczesnej godziny, chodniki zaczęły wypełniać się tłumem przechodniów. Każdy miał jasno wyznaczony cel. To widać, kiedy ludzie śpieszą się do pracy, emanuje od nich cudowna aura. Z półotwartych drzwi mijanej kawiarenki, w chłodną mgłę poranka buchnął aromat świeżej kawy.
Przyśpieszyła kroku. Jeszcze przez chwilę, spod lawiny sprzecznych myśli i wrażeń, zamajaczył jakiś głos rozsądku: - Co ty robisz? - Kiedy wyciągnęła rękę w kierunku znajomego przycisku dzwonka, już tylko jedna myśl zaprzątała jej umysł: ”Czy jeszcze zdążę podać mu śniadanie przed pracą?”
-----------
Zainspirowana innymi opowiadaniami stworzyłam coś swojego

Pochwały mile widziane krytyką się nie przyjmuje